Strona główna
 
 

Feniks Dom Handlowy

Prasa i media o nas

W Feniksie doceniamy produkty powstałe u nas w regionie, a nie w fabryce na drugim końcu Europy

Z Jerzym Kraśniewskim, prezesem zarządu "Społem" PSS "Feniks", rozmawiamy o wyzwaniach, jakie stoją przed Domem Handlowym Feniks

112 lat istnienia to imponujący czas funkcjonowania. Jaki jest dzisiejszy Feniks i jak odnajduje się wśród innych obiektów handlowych?

Gazeta Wrocławska Więcej >>

DH Feniks - miejsce, gdzie tradycja spotyka się z nowoczesnością

Porozmawiamy tutaj z wróżką, odwiedzimy krawca i zegarmistrza, zjemy obiad, kupimy odzież, tradycyjne polskie przysmaki oraz kosmetyki, porcelanę, obuwie. Wybudowany w 1904 roku Dom Handlowy Feniks od 112 lat zaspokaja potrzeby wrocławian w różnym wieku. Z upływem lat zmieniają się klienci, ich upodobania, zmienia się też sam Feniks, tylko jedno pozostaje niezmienne - ten dom handlowy wciąż stanowi ważne miejsce na mapie Wrocławia. W czym tkwi jego sekret?

Gazeta Wrocławska Więcej >>

Dlaczego wpuścili fast food do reprezentacyjnego domu towarowego w Rynku?

Na wrocławskim Rynku kiedyś były księgarnie, teraz mamy głównie małe sklepy spożywczo-monopolowe, bazujące na "przebiegającym" kliencie. Liczymy, że Burger King przyciągnie ludzi do Feniksa - mówi Jerzy Kraśniewski, prezes zabytkowego domu handlowego, działającego na wrocławskim Rynku od 110 lat.

Więcej >>

Autor: MARTA GOŁĘBIOWSKA - 27.12.2014
Źródło:http://wroclaw.gazeta.pl

"Świątynia komercji" sprzed 109 lat. Historia wrocławskiego "Feniksa"

Dom handlowy braci Barasch był największym i najbardziej ekskluzywnym ze wszystkich wrocławskich sklepów. Klientów witał półkami uginającymi się od towarów i restauracją na czterystu gości. Tutaj też działały najstarsze w mieście ruchome schody, a po wojnie powstał pierwszy spółdzielczy dom towarowy.

Dom handlowy braci Barasch został otwarty z wielką pompą w 1904 roku. Na otwarcie bracia zamówili specjalny operowy spektakl i zaprosili na niego sześciuset gości. Lokalizacja dodawała sklepowi splendoru, bo Baraschowie wykupili działkę prestiżową - naprzeciwko Ratusza i w pobliżu kościoła św. Marii Magdaleny.

- To był piękny secesyjny budynek - wspomina Jerzy Kraśniewski, prezes Społem PSS "Feniks".

Nie był to pierwszy sklep braci Artura i Georga Baraschów. - Udziałowcy mieli wiele domów towarowych na terenie całych Niemiec, ale ten wrocławski miał być zwieńczeniem ich handlowego imperium - dodaje.

Błyskawiczna budowa

Ten największy wtedy wrocławski dom towarowy piął się w górę przez dwa lata. - Dziś taki budynek nie mógłby powstać w tym tempie - uważa Kraśniewski

Przy budowie wykorzystano najnowocześniejsze technologie. Od strony Kurzego Targu stanęły nowatorskie na skalę europejską szklane ściany, uruchomiono windy, system oddymiania i wentylacji.

Dom towarowy pokrył zielony dach, na którym ustawiono podświetlany, niebieski globus. 6,5-metrowa stalowa konstrukcja wspierana była przez cztery sfinksy. Na powierzchni kuli mieniły się w słońcu pozłacane kontury kontynentów. Wznoszący się nad Rynkiem globus miał podkreślać potęgę domu handlowego i jego właścicieli.

- Krążą legendy o tym, że kula widoczna była aż ze Śnieżki. Oczywiście to nieprawda. Jednak dało się ją zauważyć z różnych punktów miasta - twierdzi Kraśniewski.

"Świątynia komercji" z lustrzanymi ścianami

Dom handlowy braci Barasch był sklepem dla bardzo zamożnej klienteli, stąd jego luksusowy wystrój. Na klientach największe wrażenie miały robić właśnie wnętrza: lustrzane ściany, sztukaterie, obrazy, drewniane parkiety i wystawy pełne towarów.

- Wnętrza pełne przepychu miały podkreślać ekskluzywność tego miejsca - dodaje Kraśniewski.

Pewnie z tych powodów sklep braci Barasch określany był przez ówczesną prasę mianem "świątyni komercji" i "pałacu towarów".

Na parterze znajdowały się stoiska z ubraniami i galanterią oraz ogród zimowy. Na piętrach pierwszym i drugim oprócz ubrań sprzedawano złoto, dywany i zegary. Na trzecim znajdowały się produkty spożywcze i wyposażenie wnętrz. Tutaj i piętro wyżej działała restauracja na czterysta osób. Na czwartym piętrze oprócz restauracji mieścił się sklep z zabawkami i biura. Wyżej magazynowano towary.

- Dom towarowy pełnił wiele funkcji, bo w tym czasie nie chodziło wyłącznie o handel - podkreśla Kraśniewski.

Dziś jak przed wojną

Do lat 20. XX wieku, czyli do rozpoczęcia światowego kryzysu ekonomicznego, interes Baraschów funkcjonował bardzo dobrze. - Jednak czasy wielkiego kryzysu i otwarcie konkurencyjnych domów handlowych wymusiły zmiany - opowiada prezes "Feniksa".

W 1929 roku właściciele zdecydowali się na przebudowę budynku. Wszystko to, by sprostać zmieniającej się modzie. Tym razem postawiono na modernizm. Okazało się też, że zastosowane wcześniej rozwiązania nie sprawdzają się: przeszklone witryny przy dużym nasłonecznieniu sprawiały, że w sklepie nie można było wytrzymać. Zlikwidowano wejścia od strony Kurzego Targu, przebudowano klatki schodowe, zamontowano dodatkowe windy i zmieniono układ pomieszczeń.

Przebudowa z lat 30. nadała budynkowi dzisiejszego kształtu. Podczas remontu zamontowano też ruchome schody, które woziły klientów z parteru na piętro. Jeszcze długo po wojnie były to jedyne takie schody we Wrocławiu.

- Działały tu do lat 70. Z racji swojego wieku skrzypiały i zgrzytały, ale były olbrzymią atrakcją. Szczególnie dla dzieci - wspomina Kraśniewski, który sam jako dziecko nimi jeździł.

Gdzie podziała się kula?

Właśnie w trakcie prac remontowych z dachu zniknęła olbrzymia kula. Gazety donosiły, że globus został uszkodzony przez uderzenie pioruna. W rzeczywistości przyczyna mogła być bardziej prozaiczna.

- Prawdopodobnie kulę zdemontowano ze względów praktycznych. Jej utrzymanie i konserwacja były drogie i niebezpieczne. Niezaprzeczalnie ozdoba była efektowna, ale musiała sprawiać problemy skoro zdecydowano się na jej usunięcie - uważa Kraśniewski.

Bracia pozbawieni majątku

Budynek utracił swój secesyjny charakter, ale handel nadal rozwijał się prężnie. Baraschom nie przeszkadzało nawet to, że ich dzieło straciło miano największego we Wrocławiu. Wszystko przez dom towarowy Wertheim czyli dzisiejszą Renomę. Po dojściu hitlerowców do władzy rozpoczęły się represje wobec Żydów, także bogatych kupców żydowskiego pochodzenia, jakimi byli bracia Baraschowie. Właściciele sklepu zostali wywłaszczeni i opuścili Niemcy.

Sklep jednak działał dalej, nawet w trakcie wojny. - Tylko w trakcie oblężenia miasta dom towarowy przestał działać - przypomina Kraśniewski.

Właściwie w niezmienionym kształcie budynek przetrwał wojnę. Nieznacznie zniszczony został dach, ale szybko go naprawiono.

- Po wojnie kilka podwrocławskich stodół użyczyło dachówek do załatania dachu. Remont zdążyła wykonać jeszcze ekipa niemieckich dekarzy - opowiada Kraśniewski.

Pierwszy w stolicy Dolnego Śląska

7 sierpnia 1946 roku władze zdecydowały o przekazaniu budynku, po dawnym sklepie braci Barasch, Powszechnej Spółdzielni Spożywców. Był to pierwszy spółdzielczy dom handlowy, który zaczął działać w powojennym Wrocławiu. Na sześciu piętrach, oprócz sklepów, funkcjonowały biura i przychodnia lekarska. Na najwyższych kondygnacjach stworzono magazyny.

Wewnątrz niewiele się zmieniło: windami wciąż dowodzili windziarze, pozostały poniemieckie meble wystawowe i drewniane przedwojenne podłogi, które konserwowano ropą. - Dla mnie jako dziecka było tam wtedy ciemno i ponuro - wspomina Kraśniewski.

Sytuację zmienił remont przeprowadzony na początku lat 60. Dzięki niemu budynek zyskał centralną wentylację, klimatyzację, nowe stropy i oświetlenie.

- Remont był kapitalny, ale na zewnątrz nic się nie zmieniło - podkreśla Kraśniewski.

Sklep nie był już tak elitarny jak na początku XX wieku. Po materiały, dywany i garmażerkę przychodziły tłumy wrocławian.

W 1965 roku rozpisano konkurs na nazwę domu handlowego. Zaproponowano nazwę "Feniks" i ta spodobała się najbardziej. Wtedy też pojawił się projekt czerwonego neonu, który szybko zawisł na froncie budynku. Dziś po neonie nie ma śladu, ale ma wrócić na swoje miejsce. - Teraz opracowujemy neon taki jak z dawnych lat, ale wykonany w nowoczesnej technologii - zapowiada prezes.

Remont trwa, kula w zawieszeniu

Od 2002 roku w "Feniksie" wciąż trwa remont. Właśnie kończy się ostatni etap prac, czyli remont parteru. Dom towarowy ma przypominać sklep sprzed stu dziewięciu lat. Ma być więcej światła, a na swoje miejsce może powróci globus.

- Chcielibyśmy powrotu kuli. Wszystko jest gotowe, ale brakuje decyzji urzędniczej. Nie wszystkim podoba się nowoczesne wizja tego ozdobnika i stąd kontrowersje - twierdzi Kraśniewski.

Autor: Tamara Barriga/parŹródło: TVN24 Wrocław

Najsłynniejsza kula ziemska Wrocławia znów na Feniksie

Dawniej była wizytówką miasta,jednak zdjęto ją, bo choć piękna,była niepraktyczna. Czy wróci kiedyś na szczyt domu handlowego "Feniks"? Projekt istnieje, ale czy ma szanse na realizacje?
O najsłynniejszej kuli ziemskiej Wrocławia pisze AleksandraBuba

Choć zobaczyć oryginał słynnej kryształowej kuli ziemskiej, która wienczyła narożną wieżę domu handlowego "Feniks", było dane tylko przedwojennym mieszkańcom Breslau, ten niepowtarzalny element krajobrazu centrum miasta jest bardzo żywy w świadomości współczesnych wrocławian.

Słynna "świątynia komercji" braci Barrasch przez długi czas była najbardziej ekskluzywnym sklepem Wrocławia, a zarazem jego wizytówka, którą utrwalono na licznych kartach pocztowych. Istnieją plany, aby kula w uwspółcześnionej wersji powróciła na dawne miejsce, a nawet jest już gotowy projekt, który, gdyby został zrealizowany, mógłby, tak jak pierwowzór, stać się jednym z najbardziej charakterystycznych symboli Wrocławia.

Niepraktyczne piękno

Idea przywrócenia kuli na szczyt zachodniej wieży domu handlowego "Feniks" zrodziła się w 1997roku, kiedy państwo Krystyna i Paweł Kirschke tworzyli dokumentację konserwatorska dla zabytkowego budynku. Oryginalna kryształowa kula z wyraźnie zarysowanymi kontynentami została zdemontowana z narożnej wieży "Feniksu" już pod koniec lat 20 XX wieku. Według oficjalnej wersji w kule trafił piorun, który spowodował pożar,więc w trakcie przebudowy, której celem była modernizacja budynku, rozebrano ją ze wzgledów bezpieczeństwa. Dlaczego jednak Barraschowie nie zdecydowali się na przywrócenie na szczyt wieży tak charakterystycznego elementu budynku?

- To, że kule usunieto w niecałe 25 lat po jej zainstalowaniu, świadczy o tym, że konstrukcja wykonana z kryształu poprostu niespełniała wymogów bezpieczeństwa, a jej utrzymanie stało się zbyt ryzykowne - wyjaśnia Jerzy Kraśniewski, prezes DH "Feniks". I podkreśla, że to sami bracia Barrasch w przebudowie budynku, której dokonano w latach 30, z powodu kryzysu zrezygnowali z wielu walorów artystycznych na rzecz funkcjonalności budynku. A kula,choć robiąca wrażenie, była równienie praktyczna jak wielkie witryny, które sprawiały, zewnetrze bardzo się nagrzewało i konieczne było zamontowanie wielkich markiz.

Zamiast kryształu szkło sferyczne i led

- Nowa kula nawiazywałaby do tradycji, ale zarazem powinna być nowoczesna i funkcjonalna - podkreśla Bogusław Smoczek kierownik działu techniczno- -administracyjnego.

- Chcemy stworzyć coś na miare XXI wieku, tak żeby każde pokolenie wniosło coś nowego do jednego z najbardziej charakterystycznych budynków Rynku, jakim bez wątpienia jest "Feniks" - dodaje prezes Kraśniewski.

I tak zamiast kryształu powierzchnie nowej kuli stanowiłyby dwie warstwy: pierwsza ze szkła sferycznego, które w świetle dziennym tworzyłoby lustrzaną powierzchnię, a w jej wnętrzu znajdowałaby się druga, z ekranów ledowych. Natomiast całą konstrukcję na swoich barkach podtrzymywałyby już nie gryfy, a postacie atlantów.

- W jednym z kilku projektów domu handlowego, a w tym kuli, które architekt Georg Schneider przedstawiał braciom Barrasch, miała być ona podtrzymywana właśnie przez czterech atlantów, jednak na początku XX wieku nie było możliwości, żeby taki projekt zrealizować, dziś nic nie stoi na przeszkodzie, żeby urzeczywistnić te wizje - wyjaśnia Jerzy Kraśniewski.

Kiedy idea powrotu kuli okazała się realna, prezes DH "Feniks" pomyślał o tym, że potrzebny mu będzie stosowny wykonawca. Nie miał wątpliwości, że znany wrocławski rzeźbiarz Stanisław Wysocki jest naturalnym kandydatem.

Dziewieć muz Wrocławia

- Skontaktowałem się z panem Wysockim i zaraziłem go pomysłem, jak się okazało bardzo mocno, ale szybko przy projekcie pojawiły się schody - opowiada z uśmiechem.

- Rzeźbiłem postacie czterech atlantów, ale wychodzili mi strasznie barczyści, wtedy pojawiała się propozycja, żeby zamiast meżczyzn były to kobiety, ale skoro miały we cztery udżwignąć kule, znów musiałyby być bardzo szerokie w ramionach - wyjaśnia rzeźbiarz, autor słynnej Powodzianki, który przyznaje, że nie lubi rzeźbić postaci z rękami, więc kwestią techniczną było także to, jak wyrzeźbić dostatecznie silne postacie bez rąk? - Żeby utrzymać konstrukcje, każda musiałaby mieć we wnetrzu stalową rurę o 10-centymetrowej średnicy - opowiada o projekcie Stanisław Wysocki.

- Wtedy przyszło nam do głowy, że skoro wieża jest ośmioboczna, więc czemu by nie zrobić 8 postaci, a że 9 jest symboliczna liczba muz, uznaliśmy, że kule mogłoby podtrzymywać właśnie 9 kobiecych postaci - osiem na narożnikach i jedna pośrodku - opowiada rzeźbiarz.

- Każdą wyposażylibyśmy w odpowiedni atrybut, a jako że to wrocławskie muzy, chcielibyśmy, żeby owe atrybuty wymyślili sami wrocławianie, np. w konkursie – dodaje Jerzy Kraśniewski.

Noca księżyc, za dnia piłka lub globus

- Nowa kula w nocy byłaby podświetlana przez ekrany ledowe, w dzień szkło sferyczne dawałoby lustrzane odbicie. Kula miałaby też mieć większą średnicę niż pierwotna - zamiast 6,5 około 7-7,5 metra - mówi prezes.

- Pierwsza kula była nieco za mała w stosunku do pierwotnej podstawy i choć było widać ją z daleka, nie była dobrze widoczna dla przechodniów - argumentuje autor projektu Stanisław Wysocki.

- Na gładkiej kuli można by wyświetlić właściwie wszystko, od globu księżyca z dobrze widocznymi kraterami, po kulę ziemską, piłkę nożną na mistrzostwa Euro 2012 czy w dniu meczu, a także promować dzięki niej wydarzenia kulturalne we Wrocławiu - argumentuje Bogusław Smoczek.

Oczywiście konieczna byłaby reklama, żeby inwestycja się zwróciła, ale nie mają wątpliwości, że sponsorzy kuli znaleźliby się bez problemów.

Ale kula służyłaby nie tylko do oglądania jej samej.

- Chcielibyśmy stworzyć pod nią ogólnodostępny taras widokowy, z którego można by podziwiać panoramę Wrocławia, a przy dobrych warunkach i Ślężę - wyjaśnia prezes DH "Feniks".

Za kulą do Rynku

- Gdyby kula mogła wrócić na dach "Feniksa", byłaby prawdopodobnie największa w Europie i niezwykłym elementem wizerunku Wrocławia. W Europie bez problemów łączy się stare z nowym, czego świetnym przykładem jest dworzec kolejowy w Strasburgu, gdzie zabytkowy budynek obudowano nowoczesną budowlą - wyjaśnia Stanisław Wysocki.

- Marzy nam się, żeby turysta przyjeżdżający do Wrocławia, zapytawszy, gdzie jest Rynek, usłyszał w odpowiedzi "Widzi pani tę kulę? Musi pani pójść dokładnie w tamtym kierunku" - rozmarzają się panowie.

Zlecone ekspertyzy wykazały, że wieża bez problemów utrzymałaby całą konstrukcję. Istnieje nawet gotowy model nowej kuli, ale projekt musi uzyskać zgodę konserwatorską. O opinię spytaliśmy miejskiego konserwatora zabytków, Katarzynę Hawrylak-Brzezowską. Przyznała, że zna projekt autorstwa Stanisława Wysockiego i widziała jego makietę.

- Budynek domu handlowego "Feniks" jest obiektem zabytkowym i wpisanym do rejestru zabytków. Dlatego, jeśli mielibyśmy rozważać odtworzenie kuli ziemskiej wieńczącej jego wieżę, musiałaby to być rekonstrukcja wierna oryginałowi. Jeśli jednak zdecydowalibyśmy się na współczesne rozwiązanie, to uważam, że wymaga ono konkursu - tak komentuje projekt miejska konserwator zabytków.

Katarzyna Hawrylak-Brzezowska twierdzi, że nie ma argumentów przemawiających za tym, żeby akurat to jedno przedstawienie miało zaistnieć, bo - zdaniem konserwator - jeśli ma to być kreacja współczesna, powinno się zapytać szersze grono specjalistów, jak sobie wyobrażają tę kulę.

Aleksandra Buba

Źródło: Gazeta Wrocławska, 6 maja 2011r

Historia wrocławskiego Feniksa

Na początku XX wieku był najbardziej ekskluzywnym domem towarowym Wrocławia. Stworzono go z rozmachem, który uległ pragmatyzmowi. O historii Feniksa pisze Aleksandra Buba

Dzisiaj znany pod nazwą Feniks dawny dom handlowy braci Barasch bez wątpienia jest jednym z najbardziej charakterystycznych punktów Rynku, a zarazem jednym z najpiękniejszych przykładów secesyjnej architektury we Wrocławiu. Chociaż nadal zachwyca przechodniów, dziś jest zaledwie cieniem swojej świetności, bo u swych początków był to najbardziej ekskluzywny sklep w całym mieście.

Na światowym poziomie

Bracia Arthur i Georg Barasch, którym zamarzył się bajeczny dom handlowy, byli zamożnymi żydowskimi kupcami i właścicielami sieci domów towarowych na Śląsku, w Bawarii, Brandenburgii i Prusach Wschodnich. Feniks miał być nie tylko pierwszym wielobranżowym domem towarowym we Wrocławiu, ale także główną siedzibą firmy Baraschów, dlatego bracia nie szczędzili pieniędzy na obiekt, który miał stać się symbolem ich prestiżu.

Aby swoim wyglądem dom handlowy Barasch nie ustępował najlepszym tego rodzaju obiektom z Berlina, do pracy nad projektem bracia zatrudnili Georga Schneidera. A żeby zrobić miejsce dla nowego domu handlowego przy samym Rynku, wyburzono dwie kamienice - pod numerami 31, czyli dom Pod Zielonym Dzbanem i 32, znany z "Magazynu Nowości" Moritza Sachsa. Budowa rozpoczęła się w 1903 roku, a w 1904 dom handlowy braci Barasch powitał pierwszych klientów.

Od samego początku obiekt wzbudzał zainteresowanie, które można by porównać z uwagą, jaką dziś cieszy się budowa Sky Tower. Jak to zwykle bywa w przypadku tak dużych inwestycji, zdania breslauerów na temat nowego obiektu były podzielone. Prasa rozpisywała się o domu handlowym Barasch, ale forma, choć piękna, budziła także głosy niezadowolenia twierdzące, że tak bogata budowla będzie konkurencją dla samego ratusza.

Określenia "świątynia komercji" czy "pałac towarów", jak nazywano na początku XIX wieku dzisiejszy Feniks, nie miały w sobie nic z przesady.

Dom handlowy, którego powierzchnia liczyła aż 8000 mkw., zachwycał wyjątkową fasadą, pięknym wystrojem wnętrz i zastosowaniem najnowocześniejszych technologii. W elewacji, zarówno od strony Rynku, jak i Kurzego Targu, dominowały szklane witryny, a do wykończenia fasad wykorzystano śląski piaskowiec, żelazo i brąz.

Po przekroczeniu głównego wejścia klient wchodził na nakryty szklanym dachem wewnętrzny dziedziniec, który sięgał aż czwartego piętra. Wystrój urządzono z przepychem - nie zabrakło w nim brązu, marmuru, szlachetnego drewna i luster, które optycznie znacznie powiększały powierzchnię sklepu.

Ponadto Barascha zdobiły liczne sztukaterie i secesyjne detale, których autorem był Julius Koblinsky. W luksusowym domu towarowym nie zabrakło też miejsc wypoczynku - kawiarni i zimowego ogrodu, do którego wchodziło się do strony ul. Szewskiej. Wrażenia, jakie robił wówczas Feniks, dopełniały najnowocześniejsze technologie, m.in. centralne ogrzewanie parowe, wentylację, oświetlenie elektryczne i nowoczesne windy.

Ale najbardziej charakterystycznym elementem obiektu był podświetlany globus, który wieńczył narożną wieżę budynku. Dźwigany przez cztery sfinksy - symbole wiedzy i potęgi, był wykonany tak precyzyjnie, że można było na nim wyraźnie zobaczyć kształty kontynentów. A w ówczesnych czasach podświetlony obiekt o średnicy 6,5 metra był widoczny nawet daleko poza miastem.

Zwycięstwo pragmatyzmu

Barasch nie był sklepem dla przeciętnego breslauera, ale jego luksusowa oferta aż do I wojny światowej była bezkonkurencyjna w całym mieście. Ciemne chmury zaczęły gromadzić się nad nim, kiedy dwaj inni bracia postanowili wybudować we Wrocławiu olbrzymi dom towarowy. Mowa tu o braciach Wertheim i dzisiejszej Renomie, która miała stać się główną konkurencją dla Barascha.

Rozmach, z jakim wybudowano dom handlowy braci Barasch, jak to często bywa w takich przypadkach, sprawił, że jego wnętrze nie do końca spełniało wymagania praktyczne. Przestrzeń komercyjna zajmowała tu zaledwie 2 z 8 tys. metrów kwadratowych całkowitej powierzchni sklepu. Dlatego pod koniec lat 20. XX wieku podjęto decyzję o przebudowie obiektu. Sklep rzeczywiście zyskał sporo powierzchni handlowej, ale bezpowrotnie stracił swoją oryginalną urodę.

W przebudowie z lat 1928-30 największą zmianą była likwidacja wewnętrznego dziedzińca, który zajmował aż cztery piętra, zrezygnowano także z prze-szklonej elewacji od strony Rynku, zastępując ją czteroosiową prostą fasadą. Firma Simon & Halfpaap, która zajmowała się przebudową obiektu, usunęła z elewacji również secesyjne zdobienia i wszystkie wypukłe witryny. Na rzecz funkcjonalności zniknęły także kawiarnia i ogród zimowy. Zlikwidowano część lamp, a szyldy zastąpiono neonami.

Traf chciał, że jeszcze przed rozpoczęciem przebudowy w szklany globus trafił piorun, a w pożarze, który spowodował, została zniszczona podtrzymująca go podstawa i charakterystyczne sfinksy. Zrezygnowano z jego odbudowy i obniżono całą wieżę z 37 do 27 metrów, pozostawiając szczyt z płaskim tarasem. Jako ciekawostkę można dodać, że w trakcie przebudowy w Baraschu pojawiły się jedne z pierwszych w Niemczech ruchome schody.

Przemiana od secesyjnego przepychu do funkcjonalnego modernizmu wiele mówi o ówczesnym Wrocławiu. Czuć w niej nadchodzący wielki kryzys, pojawienie się klienta masowego, walkę o utrzymanie się na rynku, a także nadchodzący nazizm, bo w 1936 roku zmuszono braci Barasch do odsprzedania budynku aryjskim właścicielom.

Budynek szczęśliwie prze-trwał II wojnę światową i już w maju 1946 roku został przekazany Powszechnej Spółdzielni Spożywców. W latach 1961-1965 dom handlowy poddano gruntownej modernizacji i nadano mu nazwę Feniks, którą nosi do dziś.

Są plany, a nawet projekt rzeźbiarza Stanisława Wysockiego, znanego choćby z Powodzianki przy moście Uniwersyteckim, by globus wrócił na szczyt wieży, ale jeszcze nie wiadomo, czy uda się je zrealizować. Kto wie, być może kiedyś Feniks czeka taka przyszłość jak Renomę, która dziś w niczym nie ustępuje pierwotnemu projektowi.

***
Korzystałam z: K. Kirschke, "Fasady wrocławskich obiektów komercyjnych z lat 1890-1930", Wrocław 2005, Oficyna Wydawnicza Politechniki Wrocławskiej.

Aleksandra Buba

Źródło: Gazeta Wrocławska, 8 kwietnia 2011r

Szklana kula na Feniksie

Trwają przymiarki do rekonstrukcji szklanej kuli, która zwieńczy wieżę domu handlowego Feniks.

- To bardzo medialny temat, dlatego wciąż zgłaszają się do nas osoby z najróżniejszymi projektami. Ale na razie wszystko jest w sferze planów - mówi Jerzy Kraśniewski, prezes zarządu SDH Feniks. - Kula mogłaby się stać jednym z symboli Wrocławia, połączeniem dawnego projektu z najnowocześniejszymi technologiami. Dlatego zachęcałem swoich studentów z politechniki, by podjęli wyzwanie i zmierzyli się z tym problemem.

Kula jest tematem pracy magisterskiej Grzegorza Jóźwika, studenta elektroniki, który przygotowuje ją pod opieką Jerzego Kraśniewskiego. Bada w niej najlepsze warianty konstrukcji globusa, a także kwestię kosztów, jakie należałoby ponieść, by pomysł zrealizować. Przygotował m.in. projekt kuli o średnicy 6,5 metra, z ekranem wykonanym ze świecących diod LED, takich, jakie wykorzystywane są w wielkoformatowych telebimach. Kula po zmroku służyłaby jako powierzchnia dla reklam.

Jednak Kraśniewski zapowiada, że od pomysłu do realizacji jest jeszcze daleka droga. - Ponosimy ogromne wydatki na modernizację całego budynku, a kula jest tylko ozdobnikiem. Poszukujemy dużych firm, które byłyby w stanie sfinansować jej budowę w zamian za dzierżawienie powierzchni pod reklamy. Robimy już nowy pion energetyczny z myślą, że przyszłości będzie można podłączyć do niego kulę, ale potrzebujemy dokładnej analizy i wyliczeń kosztów. Bez tego nie ruszymy - dodaje prezes Feniksa. Dwa lata temu koszt przedsięwzięcia oszacowano na kilka milionów złotych.

Być może do tego czasu na wieży domu handlowego stanie kula projektu Leszka Malinowskiego. Zaproponował on ażurową konstrukcję ze stalowych rur, zbudowaną z trójkątów równobocznych. Miałaby to być atrapa i "pozytywna prowokacja", zachęcająca do dyskusji na temat przyszłości globusa.

Izabela Strączek

Źródło: Gazeta.pl, 28-04-2006

Kulą w biznes

Projekt kuli na Feniksie opracował Łukasz Mońka, doktorant Politechniki Wrocławskiej. Miałaby ona wieńczyć dom handlowy tak, jak na początku XX wieku robił to globus. - Chciałbym zainteresować tym pomysłem wrocławskich biznesmenów. To nowoczesna forma reklamy, która mogłaby być ciekawa zarówno dla dużych koncernów, jak i lokalnych firm - mówi z przekonaniem Łukasz Mońka. Koszt inwestycji szacuje na 350 tysięcy złotych.

Kula ma być wykonana ze stopów aluminium i laminatu. Materiał jest odporny na korozję i warunki atmosferyczne, a przy tym dość lekki i łatwy do konserwacji. Średnica kuli to 6,5 metra, a wysokość konstrukcji (bez piorunochronu) 8 metrów. W trakcie dnia kula ma wyglądać jak globus, a wieczorami zamieniać się w ekran reklamowy. - Dziś na Rynku są tylko loga firm, które mają tu swoje siedziby. Chciałbym, by wszystkie branże miały możliwość zaprezentowania się w najbardziej reprezentacyjnym i uczęszczanym miejscu we Wrocławiu - mówi pomysłodawca.

Po zmroku na dwóch ekranach wykonanych z pleksiglasu będą wyświetlane spoty reklamowe. - Jeden będzie widoczny od strony deptaku świdnickiego, drugi od Rynku. Na ekranach wielkości 3 na 4 metry można będzie czytać tekst na wysokości Przejścia Świdnickiego. Całą konstrukcję widać będzie już spod DH Podwale - tłumaczy Łukasz Mońka.

Dlaczego zajął się takim projektem? Jego opracowanie zaproponował studentom Politechniki Wrocławskiej Jerzy Kraśniewski, prezes zarządu DH Feniks. - Przejąłem to wyzwanie. Zająłem się problemem nie tylko od strony technicznej, ale i ekonomiczno-prawnej. Oczywiście nie robiłem wszystkiego sam. Część rzeczy, m.in. obliczenia konstrukcyjne, zleciłem fachowcom - mówi Łukasz Mońka.

Prócz pieniędzy najważniejszym ograniczeniem dla jego pomysłu jest czas reklamowy. Projekcja możliwa jest dopiero po zmierzchu, co daje około 9 godzin w zimie i 6 latem. Czy to wystarczy, by zarobić? - Według mojej symulacji, po roku otrzymamy 50-procentowy zwrot kosztów inwestycji. Po trzech latach będzie to już prawie 200 procent i to przy pesymistycznych założeniach. Oczywiście moglibyśmy wyświetlać reklamy przez cały dzień, ale trzeba byłoby zmienić technikę wyświetlania obrazu. To spowodowałoby dopisanie do kosztów jeszcze jednego zera i wymagałoby przeprojektowania konstrukcji - mówi Łukasz Mońka.

Projekt w tej fazie jest już prawie dopięty na ostatni guzik. Projektant ma już pozytywne opinie konserwatora zabytków i architekta miasta oraz wniosek o ochronę patentową wzoru przemysłowego. Przygotował także biznesplan firmy, która zajęłaby się zarządzaniem powierzchnią reklamową kuli i jej konserwacją. Teraz szuka inwestora, który wszedłby w spółkę, albo sponsora zainteresowanego wykupem wyłączności na czas emisyjny. W pierwszym wypadku przewidziany jest podział zysków, w drugim spłata zainwestowanych pieniędzy w formie reklamy na ekranach kuli. Do realizacji projektu, oprócz pieniędzy, potrzeba około 5-8 miesięcy na dokończenie testów i wybudowanie globusa. Nic nie stoi również na przeszkodzie, żeby podobną konstrukcję wykorzystać w innym miejscu.

Czy taką formą promocji jest zainteresowana gmina Wrocław? - W promocji szukamy wprawdzie nowych i niekonwencjonalnych rozwiązań. Ale trudno jest mówić o czymś, czego nie ma - stwierdza Marcin Garcarz, rzecznik prezydenta Wrocławia. - Jest jeszcze za wcześnie, by powiedzieć, czy taka kula stałaby się np. symbolem Wrocławia. Sami wrocławianie muszą ją zaakceptować, a obiekt musi być rzeczą na tyle magiczną i intrygującą, by przyciągać ludzi także spoza Wrocławia.

Katarzyna Kroczak

Źródło: Biznes Wrocławski nr 15 1 sierpnia - 4 września 2005

Wielki powrót kuli

Sam pomysł nie jest nowy. Od kilku lat trwają przymiarki do renowacji szklanej kuli, która przed wiekiem zdobiła kopułę jednego z najpiękniejszych budynków na wrocławskim Rynku, a obecnie Domu Handlowego Feniks.

Koncepcja do tej pory nie miała żadnych szans na realizację - oprócz sporych pieniędzy brakowało osoby, która opracuje projekt zarówno od strony technicznej, jak i biznesowej. Choć próbowało wielu, dopiero Łukaszowi Mońce, doktorantowi wydziału automatyki, udało się przygotować kompletny plan.

Odporna jak jacht

- Mój pomysł opiera się na formie przedwojennego globusa, który po zmroku będzie zamieniał się w kulę informacyjno-reklamową - tłumaczy pomysłodawca. Globus o średnicy 6,5 metra pokryty będzie laminatem, materiałem odpornym na korozję, z którego buduje się np. jachty. W środku umieszczone zostaną dwa ekrany, prostokąty o wymiarach 3 na 4 metry. - Jeden będzie widoczny od strony ulicy Świdnickiej, drugi od strony Rynku - opowiada Mońka.

Obraz zobaczymy dzięki projektorom umieszczonym wewnątrz kuli, a to z kolei umożliwia wyświetlanie informacji dopiero, kiedy zapadnie zmrok. Daje to około 9 godzin projekcji w zimie i 6 godzin w lecie.

Reklama i informator kulturalny

Całość ma kosztować 350 tys. złotych. Na razie pomysłodawca szuka inwestora, który zechciałby wejść w tę niekonwencjonalną formę promocji. - Globus będzie na pewno przyciągającą wzrok ciekawostką, która, tak jak przed laty, może stać się jedną z atrakcji miasta i Rynku - zachwala pomysłodawca.

Według Łukasza Mońki kula śmiało może być włączona w życie Wrocławia. - Codziennie urząd miasta będzie mógł przez godzinę za darmo z niej korzystać. Mieszkańcy będą mogli dowiedzieć się m.in. o planowanych imprezach czy przetargach. Chcę, by pojawiały się tu repertuary kin i teatrów, a podczas koncertów na Rynku ekrany spełnią rolę telebimów - wymienia doktorant

Co na to miasto? Do projektu przychylnie odnieśli się już konserwator zabytków i architekt miejski. - To świetny pomysł - cieszy się Paweł Romaszkan z Biura Promocji Urzędu Miasta. - Kula na pewno przyciągnie do nas turystów.

Wizytówka miasta

Czy projekt Łukasza Mońki ma szansę stać się symbolem Wrocławia? - Jestem o tym przekonany - zapewnia Jerzy Kraśniewski, prezes zarządu Feniksa. - Ten pomysł łączy najnowsze rozwiązania architektoniczne z tymi z poprzedniego wieku. Kula na pewno spodoba się wrocławianom.

Katarzyna Kroczak, Wojciech Rynkiewicz

Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska, 03.08.2005r.

DH Feniks 2010